Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 36 Piwa: 4/2 Skąd: warszawa
Punkty: 36
Wysłany: Czw 26 Cze, 2008 23:46 [Ranczo]
Czwarta seria? Doczekamy!
Póki co wspomnienia mamy.
Hadziuk, Pietrek, Wójt i Kusy.
Ukochana przez nas Lucy.
Proboszcz, Stachu, Michałowa.
Będzie z nich pociecha nowa.
Dzielny gliniarz, Viola cud.
Wleją nam do serca miód.
Zacny Pleban i Wikary.
Cnoty krzewić będą wiary.
I Solejuk i Witebski.
Spowodują śmiech niekiepski.
Jeszcze łezkę uronimy.
A ze śmiechu zatoczymy.
Scenarzysta wątek szyje.
Wiwat Ranczo Wilkowyje.
Ulubiona postać: Pietrek,Wioletka,Werka,Jola Pomógł: 1 raz Wiek: 18 Dołączył: 16 Mar 2008 Posty: 114 Piwa: 1/1 Skąd: Mrągowo
Punkty: 115
Wysłany: Czw 26 Cze, 2008 23:54
miły napisał/a:
Czwarta seria? Doczekamy!
Póki co wspomnienia mamy.
Handziuk, Pietrek, Wójt i Kusy.
Ukochana przez nas Lucy.
Proboszcz, Stachu, Michałowa.
Będzie z nich pociecha nowa.
Dzielny gliniarz, Viola cud.
Wleją nam do serca miód.
Zacny Pleban i Wikary.
Cnoty krzewić będą wiary.
I Solejuk i Witebski.
Spowodują śmiech niekiepski.
Jeszcze łezkę uronimy.
A ze śmiechu zatoczymy.
Scenarzysta wątek szyje.
Wiwat Ranczo Wilkowyje.
Fajny Tekst jeszcze tylko melodii brakuje ale to nic jak człowiek spiewa to i nucic moze sobie pod nosem
Piosenke oceniam na 6+ /6
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 36 Piwa: 4/2 Skąd: warszawa
Punkty: 36
Wysłany: Pią 27 Cze, 2008 21:19
Chciałbym w tym tekście dodać osoby które pominąłem w pierwszej wersji.
Jeśli macie cierpliwość to przeczytajcie.
Czwarta seria? Doczekamy
póki co wspomnienia mamy.
Hadziuk, Pietrek, Wójt i Kusy
ukochana przez nas Lusy.
Proboszcz, Stachu, Michałowa
będzie z nich pociecha nowa.
Dzielny gliniarz, Viola cud
wleją nam do serca miód.
Zacny Pleban i Wikary
cnoty krzewić będą wiary
I Solejuk i Witebski
spowodują śmiech niekiepski.
Jeszcze łezkę uronimy
a ze śmiechu zatoczymy.
Scenarzysta wątek szyje
wiwat Ranczo Wilkowyje.
Skromna Lodzia, szara myszka
może wyjdzie z niej modliszka.
Wezół urwie się z postronka
będzie wściekła jego żonka.
Fabian Duda, śliski wąż
dołki kopał będzie wciąż.
Klaudia może nas zaskoczyć
drogą którą zacznie kroczyć.
Solejuka zaś niewiasta
błyśnie jak perełka jasna.
Scenarzysta wątek szyje
wiwat, wiwat Wilkowyje.
Może tekścik ten Ranczersi moi
czas czekania Wam ukoi.
Pora chyba niektóre wątki doprowadzić do szczęśliwego zakończenia (a łatwe to nie jest). Wrzucam kolejne scenki:
Policjant Staszek stoi z Proboszczem w szklarni.
Proboszcz: Raz jeden świateł zapomniałem włączyć! Do chorego jechałem! A on nic tylko przepisy i przepisy.
Staszek: No, ale co ja mogę proszę księdza? Mandatu nie mogę anulować.
Proboszcz: Przecież przełożonym jego jesteś!
Staszek: Tak, ale nic mu zarzucić nie mogę.
Proboszcz: To wymyśl coś! Ja rozumiem – przepisy są po to, żeby się ich trzymać. Ale przecie zbrodniarzy we wsi nie ma. W końcu jestem tu spowiednikiem – to wiem. A jak naród łagodny jest w miarę, to i do niego trzeba łagodnego podejścia. Przecież z ludźmi trzeba dobrze żyć. A on co? Tak ich zastraszył, że boją się z domów wychodzić.
Staszek: Ja.... spróbuje mu wytłumaczyć (telefon w kieszeni Staszka zaczyna wibrować) Przepraszam. Może to pilne wezwanie. (odbiera) Słucham...ale proszę, uspokój się...nie płacz Wioletka... ja wszystko wyjaśnię... już jadę!
Staszek kończy rozmowę. Jest strasznie wzburzony Staszek: No nie! Żeby moją Wioletkę... Już ja mu....świateł nie ma...ciekawe kto tu ma światła przy rowerze we wsi?... To już w ogóle z domu wyjeżdżać nie można? Wioletki mu nie daruję!
Salutuje i wychodzi ze szklarni. Ksiądz patrzy w niebo jakby chciał Panu Bogu podziękować.
--------------------------------------
Leśną drogą idą Stach Japycz, Solejuk i Hadziuk. W rękawach mają schowane Mamroty. Zatrzymuje się przy nich radiowóz, z którego wysiada Staszek.
Staszek: A co to? Na jagody?
Japycz: Powietrza trochę świeżego zaczerpnąć idziemy.
Hadziuk: No. We wsi to tylko spaliny człowiek wdycha.
Staszek: A to nie słyszeliście, że do lasu nie wolno chodzić? Zakaz jest – zagrożenie pożarowe!
Japycz(przymilnie): Ale pan władza przecież porządny człowiek jest i zlituje się nad biednymi obywatelami.
Staszek: Obywatelami...No tak, tak. Macie szczęście, żeście na mnie trafili. Jakby ten nowy tu był...
Solejuk (podchwytuje temat): No właśnie, panie władzo, my tu jak pod jakom okupacjom. Uciśnieni się czujemy.
Hadziuk: No.
Staszek: Tylko co ja mogę?... W tajemnicy wam powiem, że władza, kościelna i świecka, nie jest z niego zadowolona. Ale bezsilna jest.
Stach: Życie społeczne i towarzyskie we wsi przez niego cierpi. Ja już nawet myślę, czy do Szczecina nie wrócić.
Staszek: Próbowałem rozmawiać, ale nie rozumiemy się....Może jakby on tak czegoś, albo kogoś, przestraszył się...
Hadziuk: No ale jak to tak?
Staszek: A normalnie, Hadziuk, normalnie. Ja wam nic poradzić nie mogę, ale to wam powiem, że najważniejsze, żeby sprawcy rozpoznani nie zostali.
Solejuk z Hadziukiem spoglądają na siebie jakby im właśnie jakiś pomysł do głowy przyszedł. Japycz: Ja zawsze mówiłem, że czasami nawet w policji przyzwoity człowiek się trafi.
_________________ "Nie Brookliński Most,
ale przemienić w jasny nowy dzień
najsmutniejszą noc - to jest dopiero coś!"
Edward Stachura
Czas już chyba Marianka posłać do szkoły, bo się nam chłopak zmarnuje:
Lucy z Kusym siedzą na plastikowych krzesłach przed domem Solejuków. W szklankach paruje kawa. W tle kręcą się małe Solejuki.
Lucy: Jak interes z pierogami idzie pani Solejuk?
Solejukowa: A dobrze, dzięki Bogu. Ale żeby nie pani to by mi do głowy nie przyszło, że ja mogę jaki interes zacząć.
Lucy: Jakby pani nie miała talent na pierogi, to nic by z tego nie było.
Solejukowa: Teraz to by nawet lepij mogło być. Rozeszło się, że moje pierogi dobre i zamówień mogłabym mieć ile dusza zapragnie.
Kusy: To dlaczego pani ich nie bierze?
Solejukowa: Do pomocy kogoś przyjąć bym musiała, bo sama tyle nie dam rady ulepić. To by nawet moja kuzynka jedna chciała. Ale najgorsze to, że rowerem to przecie do Radzynia albo i dalej nie zawiezie. To i co robić? (wzdycha) Lucy: No, to problem jest.
Solejukowa: Tu po okolicy to mój rozwozi. A jak pijany jest (chociaż ostatnio rzadziej), to Marianek go zastępuje.
Kusy: No właśnie. A my w sprawie Marianka właśnie przyszliśmy.
Solejukowa(przestraszona) A co? Zrobił co złego?
Kusy:(uspokajająco): Nie, nie. Tylko tak pomyśleliśmy, że on uczyć się powinien.
Solejukowa: Taż to i ja myślała. Boje się, że on zmarnuje się tu.
Kusy: Ja z nim rozmawiałem. To bardzo dobry chłopak. Powiedział mi, że pani samej zostawić nie chce.
Solejukowa(zdziwiona): Jak samej? Taż ja ich siedmioro mam.
Kusy: No tak, ale on, jako najstarszy, poczuwa się do opieki nad panią. Boi się, że sobie pani rady nie da.
Solejukowa wyraźnie jest wzruszona Lucy: Ja myślę, że on uczyć dalej musi się. Jak co będzie trzeba to ja pomogę. A męża pani też trzeba bardziej do roboty pogonić. Marianka tylko przekonać trzeba.
Solejukowa: Łoj, ja wdzięczna pani będę do końca życia. Tyle dobrego już dla nas zrobiła.
Lucy: A co do pani interes to ja mam pomysł. Jakby tak raz w tygodniu większa ilość pierogów rozwozić, to przecież ja mogę. Albo Kusy.
Solejukowa: Ale jak to tak? Nie godzi się tak wykorzystywać.
Lucy: Jakoś tam byśmy się policzyły. W pierogach najlepiej. Ja też wdzięczna jestem. Żeby nie Marianek to moje auto nigdy by pewnie naprawione nie było.
_________________ "Nie Brookliński Most,
ale przemienić w jasny nowy dzień
najsmutniejszą noc - to jest dopiero coś!"
Edward Stachura
Ulubiona postać: Jola ;]] Pomogła: 5 razy Wiek: 14 Dołączyła: 28 Kwi 2007 Posty: 320 Otrzymał 4 piw(a) Skąd: we mnie ten ogień?
Punkty: 333
Wysłany: Nie 29 Cze, 2008 22:19
ja pisałam cały odcinek, ale gdzieś mi się zeszyt zapodział. mam nadzieję, że go znajdę. a tymczasem - gratuluję, Irenko! podtrzymujesz ten temat, umilasz nam czas oczekiwania i 'chwała Ci za to'!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach