Dodaję jeszcze tekst z folderu "Kochamy Ranczo", w którym wspominaliśmy Pana Leona.
„Dopóki jeszcze mam siły i działają moje szare komórki, dopóki na chleb nie mówię "ptaptja" - to chcę grać. Naturalnie, jeżeli będą mnie chcieli. Wciąż jeszcze mam ten 'apetyt na czereśnie'”.
Leon Niemczyk
(?ródło: Małgorzata Piwowar, Rzeczpospolita 13 grudnia 2003 )
Po prostu zawodowiec
Związany z teatrem, kinem i telewizją, rekordzista wśród aktorów w ilości zagranych ról. Były żołnierz, który w czasie II wojny światowej służył w 444 batalionie III Armii Stanów Zjednoczonych gen. George'a Pattona. Wieczny kawalarz, dowcipniś, bardzo czarujący człowiek. Przyjaciel od serca, nauczyciel, mistrz, kochanek. Amant, który podbił serca wielu kobiet. Sześciokrotnie żonaty, spokój i bezpieczeństwo znalazł dopiero pod koniec życia u boku tej jedynej, która spędziła z Nim resztę Jego dni. Widzowie pamiętają Go z roli Jerzego w „Pociągu” J. Kawalerowicza i jako Andrzeja w „Nóżu w wodzie”, hicie R. Polańskiego . Przez młodsze pokolenie kojarzony m.in. ze „Złotopolskich” lub „Na dobre i na złe”. Grana przez niego postać Jana Japysza w „Ranczu” znana jest wszystkim ranczersom. Któż to taki? Leon Niemczyk, bo o Nim mowa, aktor, który na długo pozostanie w pamięci widzów.
Gdy 29 listopada 2006 roku zgasło Jego światło, świat aktorski pogrążył się w smutku. Nie tylko w Polsce żałowano tak wspaniałego aktora. Kochano Go w Niemczech, byłej Jugosławii, Czechach i na Słowacji. Dlaczego? Jak twierdzi wielu artystów, Leon Niemczyk był jedynym w swoim rodzaju mistrzem i przykładem godnym naśladowania. Uwagę przykuwa przede wszystkim Jego mistrzowska gra aktorska, kunszt i styl, jaki tylko On posiadał. Był królem drugiego planu, o którym mówiło się, że przyjmował wszystkie, nawet najmniejsze role. Nie jest to do końca prawdą. Mistrz Leon niejednokrotnie odrzucał to, co Jego zdaniem nie nadawało się do zagrania. Wybierał tylko te role, które Mu odpowiadały. A gdy już zagrał, długo nie można było o Nim zapomnieć.
Głośne filmy? „Nóż w wodzie”, „Baza ludzi umarłych”, „Rękopis napisany w Saragossie”, „Eroica”, „Pociąg”, „Krzyżacy”. Wcielał się w wiele interesujących postaci. Był nawet Indianinem, jeździł konno po Dzikim Zachodzie, wylatywał w Kosmos. Grywał przeważnie czarne charaktery.
Ale od początku
Kiedy wszystko się zaczęło? 15 grudnia 1923 roku, gdy Leon Niemczyk przyszedł na świat. Miał dwóch braci- Wacława (znanego skrzypka) i Ludwika (żołnierza AK). Dzieciństwo spędził w Warszawie. Był dobrym uczniem, nigdy nie wagarował. Znał kilka języków. W czasie drugiej wojny światowej walczył z okupantem, aktywnie działając w ruchu oporu. Brał udział w tajnych kompletach, walczył w Powstaniu Warszawskim. W 1945 roku jako komandos w armii amerykańskiej dokonywał desantów na oddziały wroga. Po wojnie trafił do Włoch. Dwa lata później wrócił do Polski, gdzie chciał odszukać matkę. W drodze na Zachód został siłą zatrzymany w kraju i więziony m.in. w Katowicach i Warszawie. Gdy wyszedł na wolność, związał się z aktorstwem. Na początku działał amatorsko w zespole teatralnym Stoczni Gdańskiej. Wykształcenie aktorskie zdobył u Iwo Galla i Grzymały Siedleckiego. W 1952 roku zdał egzamin eksternistyczny w warszawskiej PWST. Zanim trafił do filmu, grywał w kilku teatrach. Były to: Objazdowy Teatr Komedii Muzycznej w Warszawie (1948), Teatr Wybrzeże w Gdańsku (1949) Teatr Ziemi Pomorskiej w Bydgoszczy (1950-53). Swoje tryumfy święcił przede wszystkim na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi, gdzie w latach 1953-1978 wcielił się w 35 różnych postaci. W międzyczasie zakochał się w filmie. Pierwszy raz wystąpił przed kamerą w 1954 roku. Już wtedy zwykł mówić, że jeśli zadzwonią z filmu, idzie „do pracy na plan”. W 1979 roku całkowicie zerwał z teatrem. Film i telewizja na dobre zagościły w jego życiu.
Rekordzista
Ma na swoim koncie role pierwszo- i drugoplanowe, a także wiele epizodów, które przyciągają uwagę nie tylko polskiego widza. Występował również w kinie niemieckim, jugosławiańskim, francuskim, czechosłowackim, brytyjskim, amerykańskim. Zagrał w 400 polskich i 150 zagranicznych produkcjach. W dorobku aktora znajdują sie nie tylko filmy. Wielu widzów pamięta Go z różnych, jakże w Polsce popularnych seriali i telenoweli, takich jak „Klan”, „Złotopolscy”, „Na dobre i na złe”, „Pierwsza miłość” czy „Miodowe lata”. Fani serialu „Ranczo” pokochali Leona Niemczyka za postać Jana Japycza, wiejskiego pijaczka i mędrca . Za tę właśnie rolę i za ciągłe poszukiwanie nowych form wyrazu w serialu "Ranczo" otrzymał nagrodę specjalną na VII Festiwalu Dobrego Humoru w 2006 roku. Było to jedno z niewielu wyróżnień, jakie zdobył w swojej długiej karierze. Mimo tak wielu ról, nie był doceniony we własnym kraju. Jego filmy były wręcz zakazane za czasów PRL. Dlatego hity takie, jak „Nóż w wodzie”, stały się w tamtym okresie tematem tabu. O Leonie Niemczyku przypomniano sobie dopiero pod koniec Jego życia. W 1999 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał także Nagrodę Miasta Łodzi. W tym mieście ma również swoją gwiazdę na ulicy Piotrkowskiej. Na VII Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd. W 2006 roku otrzymał "Złotą Żabę" dla polskiego aktora na 10 Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych "Camerimage" w Łodzi. Jest Laureatem Nagrody Specjalnej „Złote Spinki”, którą dostał podczas gali rozdania Telekamer w 2004 roku.
Po prostu zawodowiec
Kochał grać. To było Jego pasją. Mówił, że aktor musi być zawodowcem, a nie tylko artystą, który może zepsuć całą „robotę”. Był aktorem do wynajęcia. Uważał, że nie wolno przebierać w rolach, ale trzeba brać to, co inni zaproponują. W wywiadzie, którego udzielił kilka lat temu dla „Rzeczpospolitej”, powiedział: „Niektórzy mają wielkie oczekiwania, ciągle chcą być gwiazdami, nawet jeśli bledną i bledną. Mnie wystarczy, że jestem płomykiem świecy". (?ródło: Małgorzata Piwowar, Rzeczpospolita 13 grudnia 2003). Ukoronowaniem Jego kariery był film pt. „Zawodowiec” w reżyserii Marka Piestraka, który powstał w 1994 roku. Pod redakcją Elżbiety Czarneckiej została wydana pełna wspomnień książka pt. „Leon Niemczyk... raz królem życia, raz żebrakiem”. Na jej stronach znani i lubiani wypowiadali się bardzo ciepło na temat aktora. Mówili o nim: „żartowniś”, „kumpel sakramencki”, „wybitny aktor”, „gwiazda”, „król”, „wielki rzemieślnik”, „piękny przechodzień”, „tytan pracy”. Ich opowieści przepełnione są humorem i podziwem dla kunsztu aktorskiego Leona Niemczyka. Oto niektóre cytaty, jakie padły z ust Jego przyjaciół na kartach wspomnianej książki:
„Graliśmy razem, byliśmy kumplami. On świetnie nadaje się na przyjaciela. Jest ciepły, bardzo uczynny. Zna obce języki. A do tego Europejczyk z armii generała Pattona.” (Jan Machulski - aktor).
„Zawodowiec” to bardzo właściwe i adekwatne określenie, dla tak wielkiego aktora, dla takiego rzemieślnika, który wie, że nasze rzemiosło jeżeli już jest, to musi być wysoko punktowane. Najwyżej. (Ewa Wiśniewska- aktorka).
„To, co mi u Leona imponuje, to co u niego podziwiam, to fakt jego nieustannej od kilku dziesięcioleci obecności w kinie i te setki ról, bardzo różnych ról (...) On jak nikt inny potrafi z każdego epizodu wykreować rolę, bo doskonale wie, w jaki sposób zaistnieć, by stać się legendą.” (Magdalena Cielecka- aktorka).
W 2006 roku, kilka dni po śmierci aktora, w ukochanej przez Niego Łodzi odbyła się pierwsza „Niemczykomania”- festiwal poświęcony Jego osobie. Miał na nim być. Nie doczekał jednak swojego święta. A miało ono także swoją drugą edycję. W tym roku planowana jest trzecia „Niemczykomania”.
Leon Niemczyk o postaci Japycza z serialu Ranczo
Taki jak inni
Wiele ciekawych historii z życia Leona Niemczyka opowiedział nam Ramo Olejnik, kierownik produkcji, który przyjaźnił się z aktorem przez 27 lat.
- Nasza przyjaźń była jak stare dobre małżeństwo. Kłóciliśmy się, a później godziliśmy. Bywało różnie, ale bardzo dobrze wspominam Leona. Brakuje Go, ponieważ nie ma z kim pogadać i analizować pracy na planie. Potrafiliśmy dyskutować nawet całą noc. Czasami już świtało, a moja żona narzekała zawsze, że zamiast spać i wstać do pracy, to my siedzimy. W Leonie ceniłem prawość. Nie obchodziły Go żadne przekręty. Szedł zawsze prostą drogą i z pewnością dlatego bardzo wiele na tym tracił. Z tego powodu wszystkie Jego żony zawsze puszczały Go z torbami. Dużo razem podróżowaliśmy. Bardzo często fundował nam obiady albo kolacje podczas wspólnych wyjazdów. Jak twierdził, było Go na to stać i nikt nie mógł Mu odmówić. Za każdym razem zamawiałem pierogi, co Leona bardzo denerwowało. Krzyczał wtedy, że to wstyd, bo stać Go przecież na zamówienie koledze czegoś lepszego niż danie barowe – mówi pan Olejnik.
Jak twierdzi, Leon Niemczyk był samotnikiem i nawet Wigilię spędzał bez bliskich. Mieszkał sam, bez rodziny, z którą nie utrzymywał częstych kontaktów. Jednak czasami przeszkadzała mu samotność.
- Gdy przyjeżdżaliśmy z pleneru, wracałem do mojej żony, a Leon wpadał do swojego pustego domu, gdzie zawsze było cicho i głucho. Mówił do mnie często: chodź, zrobimy coś do jedzenia, wypijemy po kielichu, bo zwariuję. Było mi Go żal. Żadna z kobiet, z którą był po ślubie, nie chciała zająć się Jego domem.
Miał jednak wielu znajomych, kilku naprawdę dobrych przyjaciół i wiernych fanów. Kochali Go niemieccy kinomani, a kobiety szalały na jego punkcie. Nie lubił głośnych imprez, bankietów i festiwali. Cenił ciszę i spokój. Nie interesował się czołówkami gazet i popularnością ponad wszystko. Grał, bo kochał to robić. Sympatyczny i przyjacielski, był świetnym partnerem do gry i wzorem do naśladowania dla wielu kolegów z planu.
Mimo że był mistrzem i prawdziwym zawodowcem, Wielki Leon żył jak inni ludzie. Ramo Olejnik wspomina, że nie tylko praca na planie filmowym liczyła się dla aktora.
- Chodził po sklepach. Po chleb jeździł do Łagiewnik, bo tam był dobry. Kiełbasę kupował też gdzieś 20 km od domu, ponieważ tylko ona mu smakowała. Sam sobie gotował, sprzątał. Lubił łazić po ryneczkach, kupować różne, nikomu do niczego niepotrzebne drobiazgi.
15 lipca 2006 roku praca poinformowała, że Leon Niemczyk jest ciężko chory. Jak się okazało, w grudniu 2005 roku lekarze wykryli raka płuc. Aktor przeszedł kilka poważnych operacji, które miały uratować Mu życie. Jednak na próżno. Ramo Olejnik tak opowiada o przebiegu choroby: Każdy boi się śmierci, ale Leon przyzwyczaił się do tego, że Jego domem był Suchalin, a lekarze dawali mu dwa lata życia. Ostatni raz rozmawialiśmy przez telefon. Zapytał mnie wtedy, czy pojadę z nim do Wrocławia, ale ja byłem zajęty. Umówiliśmy się jednak na rozmowę w poniedziałek. Czekałem, Leon niestety nie zadzwonił. O 18.10 wykręciłem numer do Niego. Okazało się, że to już końcówka. 20 minut później odszedł. Na szczęście nie był wtedy sam. Była przy nim dobra dusza, ostatnia wybranka serca. Opiekowała się Leonem i została przy nim do końca. Tylko ona.
Zwykły, niezwykły człowiek, który tak samo jak inni ludzie pragnął ciepła i zrozumienia. Odszedł 29 listopada 2006 roku. Autorytet dla wielu aktorów, wzór do naśladowania, wielki artysta. W naszej pamięci zawsze pozostanie „Leonem-Zawodowcem”.
Anna Zielonka


) lubiałam go jako japycza [*]













Nowości





